sobota, 5 stycznia 2013

"Bez dzieci"

To hasło bardzo mi się podoba.
W sumie może być bez 1/2 dzieci. Tak w tej chwili.
W za pół roku to się pewnie zmieni.
Córka będzie śmigać i każda chwila bez jej dzikości będzie wytchnieniem.

Niestety mój Szanowny Małżonek nie garnie się do zostawania z naszymi ( JEGO!) dziećmi.
Fakt, przeważnie nie ma go w domu do późna.
Ale jak już jest, to ma średnio zadowoloną minę gdy ja chcę gdzieś wyjść.
Mój rekord w wyjściu i zostawieniu go z dzieciarnią to...PRAWIE 3h.
Prawie robi różnicę...

W każdym razie dzięki temu doceniam nawet kilkunastominutowe wyjścia do sklepu po chleb.
Teoretycznie można dziecki zostawić u Rodziców albo u Teściów.
Niestety ostatnio tak się składało, że Teściówka złamała nogę (od września gips i do końca roku zwolnienie-rehabilitacja nadal trwa).
Rodzice mieli remont domu, przed Świętami sprzątanie i jakoś ostatnio ciągle gdzieś wyjeżdżają i tyle z tego zabierania dzieciaków.
Chociaż chyba jeszcze nie było tak, żeby mi dwójkę ktoś wziął na noc...

No i co począć?
W środę ( 9.01) znów warsztaty ceramiczne.
Może uda się wyskoczyć...

 :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

coś tam, coś tam ;)