...to w sumie ciągłe powtarzanie tych samych czynności.
Od rana: wstać, zjeść, sprzątnąć po jedzeniu (chyba, że właśnie spóźniamy się do pracy- może Mąż posprząta), praca, powrót, sprzątanie po śniadaniu swoim, Męża, Dziecka, sprzątanie po gotowaniu obiadu przez Męża albo gotowanie obiadu, sprzątanie po gotowaniu, sprzątanie po jedzeniu. Spacer, jedzenie, sprzątanie, kąpiel dziecka, usypianie, sprzątanie po całym dniu, jedzenie kolacji, sprzątanie po kolacji. Spanie. W między czasie: pranie: posegregować, wstawić, wywiesić, pozbierać, poskładać, już nawet nie prasuję- tylko jak coś trzeba ubrać. Sprzątanie generalne z odkurzaniem, wysieraniem kurzy, myciem podłóg i okien- na drugi dzień, albo po kilku godzinach efekt zanika pod stertą zabawek albo jedzenia Młodego, które ląduje na podłodze. I od nowa...
Układanie, wycieranie, zmywanie, pranie, mycie wanien, umywalek, zlewozmywaków, zbieranie i wynoszenie śmieci, podlewanie kwiatów, znów zamiatanie, odkurzanie, wycieranie serków i joigurcików z podłogi, zmywanie naczyń, ścielenie łózka, zwijanie pościeli, wycieranie kurzów... trochę jak chomik w kołowrotku...
Co do postu wychowawczego, to dziecko się rozregulowało i już drugi dzień wariuje wieczorem do 22:00. Nie lubię tego, bo mam wieczór wycięty i nic nie mogę zrobić* ( * czyt. sprzątać).
no, chomiku! life is brutal ;)
OdpowiedzUsuń