nasz pseudo laptop wziął i się rozwalił.
tzn ja go rozwaliłam na spółkę z Synem.
laptop na kolanach, Syn w koło wszędzie.
no i spadł, i to tak szybko jak jeszcze nigdy.
i gwizdnął o glebę.
całkiem lekko, ale widać wystarczająco, żeby odłączyć mi pół widoku.
No i mam widzenie, ale tylko na połowie ekranu.
na szczęście widzę po prawej stronie lewą stronę. Bo ta lewa jednak ważniejsza.
Mam dostęp do menu i w ogóle. Za to pomimo, że widzę po prawej stronie prawa strona gdzieś mi zniknęła.
Cóż. Jakoś sobie radzę.
A miało być tak pięknie...
to pewnie poprasuję w końcu dziś, bo Mąż powoli nie ma w czym do pracy chodzić...
esz.
a, no i mam pytanie.
Co się robi z koszmarnym dwulatkiem, co to nie tyle, że tarza się po ziemi w sklepie, a ucieka...?
Młody sprintem uciekał mi dziś w sklepie. krzyczał do mnie "papa" i generalnie miał mnie w poważaniu...
najchętniej dałabym mu lanie, ale publicznie to mnie zamkną, a i podobno to niepedagogiczne, a skoro już jestem po tej całej pedagogice, to może jednak się wstrzymam.
no ale dzięki temu miałam w końcu tarzającego się dzieciaka, co to miał szaleństwo w oczach i zero respektu dla zoranej matki (czyli dla mnie). Było pięknie, na prawdę. w jeszcze na dworze deszcz i burza z piorunami jak na armagedon, za nami pół godziny czekania w aucie, żeby przestało lać, przeprawa przez parking, w deszczu, bo nie do końca przestało lać, a w samochodzie Syn dostawał na głowę bardziej niż w sklepie. Cud miód maliny i pomarańcze.
Na szczęście dla mnie i dla siebie zasnął o 20:00. Bez bajki, bo dostał karę.Wyjaśniłam mu dlaczego kara, ale nie wiem, czy później jakoś mu to przemówi do tego małego łepka...
W każdym razie umęczyłam się jak idiotka, targałam kosz, fotelik z Młodą i biegałam za Synem, bo nie miałam drobnych na wózek. esz. A nie poszłam do biedy po rarytasy i jakieś moje zachcianki a tylko po mleko i kaszkę, więc MUSIAŁAM iść do tego cholernego sklepu akurat dziś, akurat w burzę i akurat z dziećmi, bo tak się złożyło, że nikogo nie było pod ręką, kto by mi podał pomocną dłoń. Którą pewnie i tak Syn by urwał, zanim by nam pomogła...
to na tyle dziś.
Trochę się wyładowałam, teraz idę wieszać skisłe pranie, o którym zapomniałam i słoneczna pogoda przeszła nam koło nosa i teraz już nic nie wyschnie porządnie aż do wiosny, bo przyszła długo oczekiwana jesień i wszystko zatonie w błocie, mgle i wilgoci.
i może coś zjem, bo mi się siebie żal zrobiło ;)
i weź to teraz opublikuj, jak nie widać prawej strony o_0
uwaga! będzie cytat z podobno mądrej książki! (mi pomaga nie zwariować ta książka, więc chyba mądra jest)
OdpowiedzUsuń"Dwa i pół roku
Jest to wiek, gdy rodzice mogą rzeczywiście potrzebować porady i przestrogi, ponieważ zachowanie dziecka w sposób naturalny, właściwie nieuchronny, jest dokładnie przeciwstawne w stosunku do pożądanego. Dwuipółlatek nie jest łatwym we współżyciu, potrafiącym się przystosować członkiem jakiejkolwiek wspólnoty. (...)
Oto charakterystyczne zachowania dwuipółlatka:
Przedewszystkim dzieci w tym wieku są bardzo uparte i mało elastyczne. Chcą dokładnie tego, czego chcą i kiedy chcą. Nie potrafią się przystosować, ustąpić, chwilę poczekać. Wszystko musi być zrobione właśnie tak, jak one sobie życzą. (...)"
Rada: Jakoś przetrwać, to minie...