wtorek, 16 października 2012

boli nie.

Syn rozkręca się z mówieniem.
nawet trochę liczy. nie wiem, chyba już o tym pisałam, ale co tam. jestem dumna, to powtórzę :)
"eden, wa, sy, stely (sely), pińć."
poza tym mówi:
buko- jabłko
mamo! TAJAAAJ!- mamo wstawaj!
siupa- zupa
buky- buty
Misiunia! buziak. cicho! jus!- Misiunia, buziak. cicho już. (jak płacze)
eba- zebra
sioń- słoń
lolec- nosorożec
nie ma loleców - nie ma nosorożców
afa- żyrafa
sinia-świnia
boli nie- nie boli
sio!
kokej- okej
koCHam
a jak wołam Syna, to odkrzykuje: idzie! 
Tatuś biurze. placy. wluci. -tatus jest w biurze, w pracy. wróci.
no i pierwsze, najpiękniejsze zdanie jakie słyszałam: pająk-je-muchy :)

Córka goni Młodego jak może i od soboty zaczęła nawijać:
mamamama i bababababa :)
ale to pisałam.

a u nas po staremu. Znów kilka dni byłam u Rodziców, za to juz w piątek wieczorem dołączył do nas Mąż, więc sami byliśmy dopiero od wczoraj rana.

grzybów w lesie jest trochę, ale szału nie ma. w piątek jadę z Babcią i Dzieciarnią na W-sy, może tam będzie więcej.
chociaż tam są wilki...no ale chyba tak od razu nas nie zjedzą ;)
Justyś, pamiętasz jak opowiadałyśmy jednemu koledze na biwaku, że w lesie są wilki? a teraz proszę. są. i to całkiem sporo.

dziś miałam dużo czasu, więc sobie pozwiedzałam różne blogi. i nic, kompletnie nic nie zrobiłam w domu.a powinnam przynajmniej rozpakować torby.
chociaż w piątek znów wyjedziemy- znając życie na kilka dni- więc w sumie czy jest sens...ech.
 

2 komentarze:

  1. Ktoremu koledze? Bo ie bardo kojarze... Masz pamiec nieziemska...

    OdpowiedzUsuń
  2. przyjaciel mojego Brata. Baaardzo się bał tych wilków, których wtedy tam nie było...

    OdpowiedzUsuń

coś tam, coś tam ;)