Gdy mam chwilkę( i akurat Syn nie wisi na mnie, żeby mu włączyć bajkę) zwiedzam różne blogi. Jest w sieci cała masa miejsc, które bardzo mi się podobają, ale albo zapomnę skopiować link i nie pamiętam adresu, albo zgubię, albo nie ten komputer i nie mam zakładki...
ale przeważnie nie mam czasu...
jest tyle wspaniałych blogów, które prowadzą ludzie robiący piękne rzeczy. czy to kartki, czy szydełkowe sprawy...no aż nie wiem teraz co wymieniać..
albo blogi innych matek.masa. jeden fajniejszy od drugiego. i okazuje się, że nie tylko ja jestem taką matką...
no jakby to powiedzieć, żeby nikogo nie obrazić... ;)
taką matką nie do końca..czy ja wiem..wyrobioną? no taką "nienatchnioną". o tak mniej więcej.
ciągle brak czasu dla siebie, ciągle dzieciaki na głowie a tu marzy mi się chwila spokoju (często nawet w ubikacji brak spokoju...ale do tego jeszcze wrócę), no karmienie piersią pominę, bo to drażliwy temat ;)
no po prostu czuję, że jest wiele kobiet, które przezywają to co ja. i do tego potrafią to trafniej niż ja opisać..
a do tego jest jeszcze masa innych kobiet, które robią całą masę fajnych rzeczy ze swoimi dziećmi i jeszcze mają czas, żeby to opisać na blogu. i zrobić zdjęcia. i jeszcze je załadować.
szok.
ja czasami mam ochotę tylko siedzieć i patrzeć w monitor. może być wyłączony.
nawet czytać mi się nie chce.
a jedno z moich 2 dzieci jeszcze nie chodzi.
fakt, drugie wariuje za 3 najżywszych, ale i tak przecież są ludzie, którzy mają 3 albo 4 małych dzieci i sobie radzą...
co do 3 dzieci najżywszych.
w czwartek jedziemy do znajomych, którzy zresztą odwiedzili nas w niedzielę, którzy mają 3 dzieci. włąśnie takich całkiem żywych.
aczkolwiek jak tak patrzyłam na te Maluchy, to naszego Syna chyba nie pobiły.
a wiek: Dziewczynka 4 latka, Chłopiec 3 latka i Chłopiec prawie 2 latka.
a Młody ma 2,5.
no Miśka ma 5 miesięcy.
a, no właśnie.
ma 5 miesięcy i od soboty nawija jak szalona (jak pies Marta mówi, mówi, mówi... ;) )
mówi głownie: babababababa i mamamamama :)
ale dziś chyba przegięła. zaczęła rozmawiać do siebie, ciemności albo Aniołów już o 5:53 rano. nawijała pół godziny i zasnęła.
za to obudził się jej Braciszek. i już nie zasnął do 20:00.
ech.
za to okazało się, że Synek umie liczyć do pińciu.
"eden, wa, sy, sely, pińć."
a teraz płacze przez sen i zapewne chce mleko, więc kończę moje wywody na temat czasu innych ludzi, bo sama tego czasu mam jakby mniej. nawet jak dzieci śpią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)