Dopadła najpierw Męża, teraz ja się męczę.
W sumie nie używam antybiotyków, ale tym razem jakoś nie mam siły na zabawę w herbatki, czosnki, wziewy i inne takie i trzasnęłam antybiotyk od razu.
Zapewne nie był to dobry pomysł. No ale jak już zaczęłam brać, to nie mogę przestać, bo się zaraza uodporni.
W każdym razie już wczoraj było lepiej, a tu nagle dziś dostałam kataru.
Woda z kranu normalnie.
Na szczęście Teściowie zabrali Syna, została tylko mała Łobuziara.
Daję im (znaczy dzieciakom) profilaktycznie jakiś syrop na odporność, mam nadzieję, że ich nie chwyci, bo chyba najbardziej nie lubię, jak moje dzieci chorują.
Siebie jakoś zniosę, ale jak takie małe, zakatarzone, z gorączką... :(
Dziś Tata doprowadził mój Sekretarzyk do użyteczności :)
Zdjęcia w najbliższym czasie- muszę jeszcze dopracować urządzenie się, poukładać wszystkie szpargały.
Na razie to tyle, jakoś nie czuję się jeszcze najzdrowiej :|
Pozdrawiam :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)