Zapowiada się długa historia z moim pięknym, nowym starym sekretarzykiem.
Wczoraj wieczorem Rodzice przyjechali i go przywieźli (Tata sam wniósł go na Ip, wiec nie jest to mebel-kolos).
Syn, który był już wykąpany i gotowy do snu (fizycznie, bo emocjonalnie raczej nie bardzo...) dostał jakiegoś amoku.
I w tym amoku/szale w 3 sek. rozwalił nowy nabytek na tyle skutecznie, że muszę czekać aż Mój Tata będzie miał czas, materiały i co tam jeszcze i go naprawi.
Syn uwiesił się na blacie, który natychmiast urwał się z zawiasów ( fakt, nie koniecznie świadczy to dobrze o meblu, był już nadwyrężony) i urwał zdobienie na drzwiczkach.
Generalnie nie tego oczekiwałam.
Za to sam mebel jest nie dość, że śliczny, to jak się postaram to dużo się w nim zmieści (nie wszystko- rzecz oczywista- mam za dużo szpargałów) i odciążę tym samym półkę z książkami (bo zawaliłam ją śmieciami z kartek) i szafę. I może słupek.
Dobra, nie przesadzajmy. Wymiary sekretarzyka to wys 120 cm, szerokość 90 cm i głębokość 40 cm, więc chociażbym nie wiem jak się starała- pojemność ma ograniczoną.
No ale zawsze coś.
Nie przykręciłam rączek od szuflad. Okazuje się, że Syn nie jest w stanie ich otworzyć (JESZCZE) bez owych rączek.
Syn pojechał właśnie z Teściówką- zabrała go na noc :)
Miałam plany, że posprzątam, poukładam różne takie...No ale sekretarzyk wisi w czasie- do użytku po naprawie. A reszta...no nie chce mi się. A, no i jadę do Rodziców na noc, bo Mąż ma jutro egzamin i musi się uczyć...
Może wieczorem napiszę jakiegoś mądrzejszego posta- będę miała czas, bo jedno dziecko ogarnąć to prawie jak urlop (jak to moja Kuzynka powiedziała...). Chociaż "prawie" robi różnicę, to i tak odetchnę trochę. Może się wyśpię...ech :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)