wtorek, 26 lutego 2013

jednak choroba...

...a nie zęby.
Przynajmniej tak myślę.
Młoda już zdrowa, jakoś jej przeszło. Syn za to dziś z gorączką i potrafi zakomunikować co go boli.
Boli go wszystko, od głowy i gardła po siusiak i mały palec u nogi.
Koniecznie chce jechać do lekarza i w sumie już wczoraj chciał.
No ale on do lekarza jedzie średnio raz dziennie (oczywiście mówi, że jedzie), więc nie wierzę mu za bardzo.
No ale gorączkę ma i chyba jutro jedziemy z wizytą do przychodni.
Mnie tez coś w gardle drapie.

W chacie sajgon, Zalewają nas lumpy.
Ilość ubrań mnie przeraża.
Dziś chyba jest ten dzień, w którym zabieram się za szafę dzieciaków i sprzątam ją już bez końca.
Syn ma rewelacyjne pomysły, żeby wszystkie poukładane ubrania wywalić na środek pokoju.
Najlepiej chwilę po tym, jak skończę je układać.
Już nie mogę się doczekać...

Dobrego dnia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

coś tam, coś tam ;)