U moich Rodziców w Krainie Wiecznej Zmarzliny masa śniegu, mimo że wiosnę trochę jakby słychać (sikorki zaczynają się powoli nawoływać) i trochę jakby widać ( przebiśniegi gdzieś tam pod śniegiem przebijają).
Jadąc dziś rano (no, prawie rano) do Kościoła, natrafiłam na drodze na sarnią nogę. Taką z kopytkiem. Kawałek nogi znaczy. I skóry wymemłanej też trochę.
Pomyślałam, że to może wilki, ale śladów brak, krwi żadnej...no i na środku leśnej drogi. Psy pewno przytargały. Albo dziki, bo w koło poryte wszystko było.
Cóż, przyjdzie taki czas, że wilki pod płot podchodzić będą. Gorzej, jak między owce wejdą...
A cóż poza tym? Młoda coś chora od kilku dni. Tzn gorączka ją męczyła, a poza tym nic. No ślini się okrutnie, ale nie widać specjalnie zębów. Gardło też raczej zdrowe, bo ropą nie czuć. Je może nie jakoś normalnie, ale tragedii nie ma. Zobaczymy jutro. Najgorzej, że szczepienie się zbliża, a oni (lekarze) szczepią nawet jak dzieciak ma gorączkę. Przynajmniej w naszej przychodni. A ja się na to nie godzę.
Syn był na urodzinach u Koleżanki, zaczęły się imprezy urodzinowe ;)
Marzec się zbliża i czas myśleć o przedszkolu...
Jutro wracam do domu.
Znowu prawie przeprowadzka mnie czeka...
Z całym taborem cygańskim.
Na razie pozdrawiam, może następnym razem będę miała ciekawsze przemyślenia na temat życia i czego tam jeszcze ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)