piątek, 19 sierpnia 2011

blog

tak. duzo czytania i jak się okazuje wcale nie takie bzdury jak na poczatku myślalam. nie ze wszystkim się zgadzam, ale przyjemnie się czyta, widać, że facet inteligentny, mimo, że ma specyficzne podejście do kobiet (to akurat już mi nie robi-mam swój ideał ). w kazdym razie polecam- warto czasem poczytać, bo rzeczywiście gość potrafi wyrazić to, czego niektórzy nie mogą/nie chcą/boją się. a do tego ma poczucie humoru i jakieś tam inne zalety.

kominek.in
kominek.tv
kominek.es

do tego mam nieodparte wrażenie, że Kuzyn mój go zna- chociazby z widzenia-świat jest mały a miasto nadmorskie jeszcze mniejsze.

p.s. dziś znów robię mniej niż dnia poprzedniego. jak tak dalej pójdzie, to we wrześniu będę przychodzić tylko na kawę i kanapki... dobrze, że dostaję za to hajs...

paradoksalnie każda zmiana w moim ciele wywołuje we mnie myśli, że mam raka. a guz w cycku nie spowodował u mnie lawiny strachu. lekki cień niepewności był- wiadomo. ale jakoś nie szczególnie sie przejęłam. miałam nawet przez chilę myśl, że moze to i lepiej...dopiero jak było po wszystkim i uświadomiłam sobie, że mogłabym nie widzieć, jak mój syn dorasta, nie usłyszeć jak mówi do mnie "mama" i ogólnie zostać wyeliminowaną z jego życia poczułam jakiś paraliżujący strach. na szczęście po fakcie.

lubię jeździć do pracy samochodem-mimo, że sie rozpada. lubię słuchać radia w trakcie.albo płyty tego zespołu, którego nigdy nie znałam, a który wedle mnie nadaje sie do słuchania tylko w samochodzie. lubię jeździć do pracy na rowerze, bo mam z górki. a do tego ta mieścina ma ładne budownictwo i małe domki nad jeziorem przypominają mi Irlandię. i klimat poranny też bywa irlandzki- jakiś sentytment we mnie siedzi. tylko chińskiej knajpy z frytkami i rybą brakuje po drodze. no i w Irlandii było pod górkę. i bez roweru.

picie kawy w pracy ma sens. chroni przed zasypianiem na biurku.
dobrze, że mam teraz co czytać. okazuje się, ze osiem godzin w pracy to mało na przecytanie 3 blogów na jakie trafiłam. jednego zupełnie nie rozumiem i raczej nie zrozumiem. trzy inne juz znacie.

dzis wracam do domu po iluś tam dniach u rodziców. no i oczywiście jest mecz.
mam ochotę na wieczór bez Dziecka i Męża. na dumanie na balkonie i na jakieś tam dziwne przemyślenia bez potrzeby dzielenia się nimi z kimkolwiek (albo raczej z tym, z kim chcę).

kominek.in skłonił mnie do zmian wewnętrznych. nie wiem na ile moje postanowienie zmiany swojego postępowania jest silne, ale mam bodziec do tego, żeby przemyśleć kilka kwestii. myslę, że Mężowi wyjdzie to  na dobre ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

coś tam, coś tam ;)