Każdy, kto miał ze mną do czynienia przez pewien czas wie, że mam poryte sny.
każdy, kto miał ze mną do czynienia przez jakiś czas wie, że mam ich dużo i dość często są poryte ;)
kiedyś chciałam je przepisać w jakiś plik tekstowy, ale nie wyszło- odechciało mi się.
teraz wpadłam na pomysł, że niektóre z nich mogłabym wywalić tutaj.
myślę, że nie będę robić żadnego konkretnego układu (na razie). po prostu albo będę lecieć chronologicznie
albo będę dodawać takie, które mają coś więcej, albo takie, które mi się podobały/cieszyły/smuciły/cokolwiek. zacznę od tego:
14/15 lutego 2007
Poznań, Zwycięstwo
Śniło mi się, że jadę al. Solidarności w stronę pestki żółtym spychaczem. Ścigałam się z jakimś facetem, który jechał ciężarówką i był szybszy. Przejechał przez most (wiadukt czy co to tam) w stronę szpitala na Lutyckiej i zniknął. Ja nie zdążyłam wyhamować przed dołem, w którym były tory i przeleciałam nad nimi, ale w ostatniej chwili, zanim zaczęłam spadać zawróciłam w powietrzu spadłam na zbocze. Jakiś chłopak mi się przyglądał z wielką uwagą. Zaczęłam krzyczeć, że może się gapić, że pewnie zapamięta moją twarz, narysuje ją i obwiesi plakatami całe miasto i ludzie mnie zlinczują.
Później poszłam do domu ze świadomością, że zrobiłam wypadek. Miałam nadzieję, że może to mi się śniło, ale jak zapytałam Martę (siostrę), czy słyszała coś na temat wypadku na torach pestki, to powiedziała, że czytała w gazecie o tym. Ja się załamałam i już nie miałam wątpliwości, że to nie był sen.
Później byłam w jakiejś wsi, która była podobna do Dąbrowy Widawskiej. Musiałam iść po wodę do studni. Wspinałam się po murach zamku (nie pytajcie o co chodzi o_0). Było bardzo wysoko. W końcu już nie miałam pola manewru, aż nagle ktoś stuknął mnie w prawe ramię. Siedział tam jakiś dzieciak z małą Indyjską Dziewczynką (wtf?! ). Za mną był Tata. Z czegoś się cieszył. Ja chciałam zejść, ale mur jakby się chwiał. Powoli zeszłam niżej, ale w końcu zaczęłam spadać. Spadlam na krzaki. Potem szłam z jakąś dziewczyną do tego domu ( nie wiem którego)- gospodarstwea p. Gruchałów ( ci państwo są gospodarzami na Kaszubach gdzie moja Babcia miała działkę a teraz mają ją moi Rodzice i reszta dużęj rodziny od strony mojego Taty). Ale było już prawie ciemno i słońce prawie zaszło. i jakiś chłopak szedł za nami i chciał mi torebkę wyrwać ale chwyciłam go za rękę i walnęłam o glebę ( w tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć, iż swego czasu jadąc z Lindą Perłą* tramwajem w stronę centrum Miasta Rodzinnego przyłapałam zwykłego złodzieja na opylaniu torebki jakiejś laski. Trochę byłam wszoku i zamiast wrzeszczeć, że złodziej to mnie zatkało- koleś wyszedł i jeszcze złowieszczo się na mnie gapił- taka dygresja).
Później zaczęłyśmy uciekać. Nie mogłam go zgubić, był tuż za mną. Nie mogłam zamknąć drzwi, bo mialy nie za mocne zamki ( kurde, długi ten sen o_0). A gdy później wrócili gospodarze okazało się, że mają głwy psów (??!) i innych zwierząt.
Tak. Więc to na dobry początek- taki lajcik. Nie mam przy sobie sennika, a ten sen mam zapisany w pamiętniku, więc inne, bardziej hardkorowe bedą później ;)
Generalnie w moich snach nie wiadomo do konca oco chodzi, akcja siągle się zmienia (tzw. zwroty akcji), no i przeważnie jakby każdy następny akapit jest z innej beczki. Ja się przeważnie nie męczę śpiąc. Generalnie bardziej męczy mnie, jżeli nie mam możliwości pozbycia się wygenerowanego wspomnienia. Raczej nie ma osoby, która słuchałaby mojego snu z widocznym zainteresowaniem połączonym ze zrozumieniem. Był kiedyś jeden taki Gość, ale w trakcie naszej znajomości zaczął spotykać się z mega zazdrosną kobietą. Teraz mają dziecko, mieszkają chyba w Pile i raczej nie zanosi się, że odnowię znajomość. Ale z nim mogłam na temat snów gadać godzinami. dosłownie.
A tak pozostaje mi sennik (zaniedbany ostatnio, bo jakoś przy śnie przerywanym nosnym pałczem dziecka te wizje senne znikają i nic rano nie pamiętam). A sennik zapełniny jest milionem snów- w sumie od roku chyba 2004 (ale pewności nie mam). Najlepsze jest to, że zawsze zapisywałam gdzie dany sen mi się śnił z dokładnością co do ulicy. I Ludzi u których byłam- w ciekawych miejscach spałam ;) ).
Na dziś koniec. i tak chyba nie doczytacie do końca ;P
a serio, to sny będę pisać kursywą- komu nie będzie się chciało, ten ominie i przeczyta tylko fakty z życia ;)
* Linda Perła- to oczywiście Dominika, ale nie będę Jej tutaj upubliczniać ;)
myślę, że z czasem każdy dostanie pseudonim- każdy, kogo ujmę w wywodach. a że nie wiem, czy mogę upubliczniać dane osobowe, to po prostu zaszyfruję ;) kto nie będzie pewny czy o nim piszę, czy o kimś innym, nich ię odezwie- rozwieję wątpliwości ;)
p.s. w przeciągu minuty zabiłam 3 komary czychające na moją krew o_0
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)