środa, 31 sierpnia 2011

jesień jesień nie ma na to rady...

...witajcie w drodze do zimy :|

Dziś prawie zaspałam. Mój budzik mnie uratował- mam ustawioną piosenkę, która normalnie nie wywołuje u mnie pozytywnych emocji. Jakieś k**wy ktoś rzuca. No i dziś to sie przydało. Męża wrzaski nie obudziły. Syn nawet nie drgnął, a mi się wdarły te k**wy w mózg i poderwały mnie na nogi. Na szczęście.
Teraz reanimuję się kawą. dobrą :)

Miałam wczoraj pomysł na posta, ale to bardziej na temat przemyśleń wychowawczych. Nie wiem co prawda, czy to się w ogóle nadaje na osobny wpis, bo może się okazać, że wszystko zamknę w 2 zdaniach...

Byłam wczoraj z Robakiem w mieście- na "zakupach". Chciałam kupić BUTY. Masakra. Każdy but, który mi się podobał kończył sięna rozmiarze 40. Jakby na świecie nie było kobiet z duzymi stopami. Przykro mi się zrobiło. Same krasnale w koło.
Wyjście do miasta było nam potrzebne. Nie wiem, komu bardziej- mi czy Robakowi.
Robaczku, wiem, że to czytasz ;) w każdym razie myślę, że częściej powinnaś wychodzić z domu i zostawiać Pierworodnego pod opieką Ojca. Dla Ciebie to ulga, dla Męża ćwiczenie. Dzieciak jest odpowiednigo rozmiaru- krzywda mu się nie stanie. Co robimy dzisiaj ? :)
W ogóle obserwując różne młode małżeństwa ( ;P )  dochodzę do wniosku, ze kobiety mają przekichane, ale im bardziej się pieklą tym mają gorzej. Nie dość, że nerwy tracą, to i tak to nic nie zmieni. Z facetem w sumie najlepiej wychodzi się po dobroci, bo jeżeli on nie będzie chciał, to i tak nic się nie wskóra, a ty sama stracisz zdrowie.Poza tym okazuje się, że mężczyźni mają uczucia i wyczerpywalną cierpliwość- wiem z autopsji ;)

W kazdym razie ja juz jakiś czas temu postawiłam, że nie będę się denerwować ponad to, co konieczne. Pewnych rzeczy i tak nie osiągnę, więc szkoda nerwów, szkoda. Przykładów mogłabym podać z kilkanaście, ale nie wiem, czy chciałabym obnażać swój związek w internecie ;P
Poza tym najważniejsze jest dobro dziecka i podążanie za nim przez mgłę ;)

Teraz z innej beczki. Siedzenie w pracy nie dłuży mi się ostatnio, ale w tym tygodniu wolałabym wcześniej wychodzić. W domu czekają Przyjaciele a i taras jest, i zieleń. Mam ochotę posiedzieć i pogadać przy dobrej kawie. Inna kwestia, że muszę zrobić OGROMNE pranie, bo nie ma juz czystych ręczników, ciuchy się kończą, a ilość rzeczy do prania rośnie z każdą minutą...coś okropnego, zwłaszcza, że słońca jak śniegu w lipcu i wszystko będzie schło cholernie krótko...

Wracając na chwilę do jesieni, to lubię tą porę roku tak na prawdę. Mgły jesienne, przymroski. Kojarzy mi się ze szkołą, z Poznaniem, ze studiami- to najlepszy okres w moim życiu.
Jesienią zakochałam się w moim Mężu (ze wzajemnością). Jesienią wyszłam za mąż, za mojego Męża ;)
Gdyby nie to, że po jesieni jest ta cholerna, ciemna, zimna i ponura zima, to byłoby super...

No, ale nikt nie obiecywał, że będzie super...




2 komentarze:

  1. też dziś prawie zaspałam, ale okazało się, że jednak nie aż tak bardzo, żeby nie pić jeszcze właśnie teraz kawy przed wyjściem do życia :)
    mi też jest przykro z powodu butów, znam ten ból.
    Tak, a co do jesieni i zimy, to jesień lubię również bardzo, a zima w tym roku jakoś mnie wcale nie przeraża! buhahaha:D

    OdpowiedzUsuń
  2. wychodzenie z domu i zostawianie Szkraba z Tatą mnie nie przeraża... z Mężem może zostawać ale muszę mieć pewność, że zostanie z Mężem a nie z jego Panią Matką :/ bo to mnie przerażeniem napawa. a z Mężem może zostawać tylko wtedy, kiedy nie jesteśmy w miejscu naszego stałego zameldowania... ehh... tęsknię za N. Sz.

    OdpowiedzUsuń

coś tam, coś tam ;)