Wiadomo- pieniądze w ogóle się mnie nie trzymają. W Lidlu i papierniczych-tym bardziej. Dziś, z powodu posiadania kilku złotych wstąpiłam do Lidla. Wyszłam z cienkopisami i zeszytami w grube linie- nie mam pojęcia na co mi te zeszyty- w szufladzie mam co najmniej 4 czyste bruliony. Szkoda kasy...szajse.
do tego masowo skupuję papier kolorowy, kleje do papieru, pisaki, kredki i inne takie. No korzystam z tego przeważnie. Ale przecież wszystkiego na raz nie wykorzystam. A do bogaczy nie należymy, można by te pieniądze wydać na coś bardziej potrzebnego w danej chwili. I jakoś nie mam nawyku kupowania ciuchów, kosmetyków "niepodstawowych", czy innych rzeczy, które kobiety masowo kupują (buty, torebki, perfumy, balsamy, solaria...). Jeszcze książki są moją słabością... tu na szczęście nie ma empiku- zabójstwo. Księgarnia jest, niestety mają często duże przeceny...na razie nie jest mi po drodze z pracy...
za to przed pracą często zachodzę do Biedry- sklepu dla ubogich. I owszem, wychodząc z tego przybytku zazwyczaj jestem dużo uboższa... zawsze znajdę coś, co akurat KONIECZNIE trzeba kupić. I nie mogę czekać na inny czas, bo przecież za kilka dni już nie będzie...
kolejne przekleństwo to allegro... Nie dość, że wszystkie sklepy na jednej stronie internetowej, to jeszcze antykwariat (w tej Mieścinie jeszcze do żadnego nie trafiłam, ale w Mieście Rodzinnym jest ich tysiąc-w każdym coś ciekawego). Odkąd w pracy nie mam pracy a mam komputer z dostępem do internetu przejrzałam chyba całe allegro. Nie wiem co mnie powstrzymało przed wykupieniem połowy z tego, co uznałam za potrzebne i ciekawe...a najlepsze jest to, ze nie muszę iść do sklepu- dostawa do domu :)
to na tyle dziś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)