Kolejny raz mój szanowny Małżonek zamknął mnie na balkonie...
pierwszy raz zrobił to, po czym wyszedł z chaty. Dziecko spało i w chwili gdy zaczęło płakać okazało się, że nie mogę wejść do mieszkania. Młody po 15 min przestał płakać. po kolejnych 15 mój Ukochany wrócił z miasta i mnie wypuścił. Wystarczyło minimalne opuszczenie klamki od drzwi balkonowych i mogłabym umrzeć z głodu i zimna, a nie weszłabym do chaty. Mogłabym oczywiście wybić okno, ale nie wiem, czy wystarczyłoby mi siły na tłuczenie stołem o szybę... Poza tym Dziecku może to i wyszło na dobre, bo okazało się, że musi sobie radzić samo- nie było Mamusi na byle jęknięcie. W każdym razie Młody sobie poradził.
Teraz Młodego nie ma, a Mąż siedzi w wannie i nie wróci za szybko. Pomijam fakt, że siedzę w szlafroku :|
dobrze, że nie umyłam głowy...
no i dobrze, że mam komputer z internetem. Inna sprawa, ze bateria jest na wyczerpaniu...
Telefon leży na stole w pokoju. Ledwie dwa metry, a nie mam dostępu...
Głodna na szczęście nie jestem-kolacja była pyszna :) cukinie w panierce. Przepis i wykonanie-Mąż.
kurde, ale zimno tutaj...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)