Dowodem na moje grafomaństwo jest ilość wyprodukowanych przeze mnie tekstów. Większość, albo nawet wszystkie, nie nadaje się do upublicznienia. Od chwili, gdy Tata kupił mi pierwszy pamiętnik (a raczej zeszyt na pamiętnik) piszę ciągle (z krótkimi przerwami) od 1997 roku. Piszę pamiętniki, prowadzę dziennik, piszę (lub raczej pisałam) potwornie długie listy, którymi katowałam najpierw najbliższą mi pokrewną Duszę- Józię, a następnie każdą inną kolejną Przyjaciółkę. Jakby tego było mało, pisałam od pewnego czasu listy do samej siebie (wtf?!!?). Naprodukowałam ich chyba ze sto. Masakra.
Poza tym pisałam również coś na rodzaj cholera wie czego w komputerze-plik tekstowy pt. "Mam wielką ochotę coś napisać". W końcu zupełnie inaczej pisze się w zeszycie, inaczej na kartce, inaczej na klawiaturze, inaczej piórem, inaczej długopisem, ołówkiem i czym tam jeszcze da się pisać. Maszynę do pisania też maltretowałam. Patrząc na tą moją dramatyczną potrzebę wylewania myśli na papier dochodzę do kilku wniosków.
1. nie mogę nazwać siebie "normalną" (tak najdelikatniej ujmując)
2. chyba nie miałam z kim rozmawiać..albo nie miałam odwagi, żeby się do kogokolwiek odezwać o_0
3. żebym jeszcze miała ładny charakter pisma... a tu co inny długopis/pióro to inne pismo. a do tego większość tych hieroglifów jest nie do odczytania dla przeciętnego człowieka...
4. chyba mnie pogięło... pisałam jeszcze osobne zeszyty na wakacjach i wyjazdach no i sennik...
5. brak mi słów...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)