piątek, 4 listopada 2011

nowości

No i w poniedziałek byłam ostatni dzień na stażu. Nie powiem, smutno :( zwłaszcza, że pożegnanie (w piątek) było huczne, z apelem i sztandarami prawie. Dostałyśmy z koleżanką kwiaty, piękne wazony. Pani Kierownik wygłosiła przemówienie pożegnalne i generalnie było miło i wręcz rzewnie.
Jeszcze w ten nieszczęsny piątek zadzwoniła pani z PUP i zapytała, czy z koleżanką nie chciałybyśmy jeszcze o miesiąc przedłużyć stażu. Myślałam, że mnie coś świśnie, bo w środę Pani Kadrowa upewniała się czy na 100% nic się nie da zrobić żeby przedłużyć. W środę NIC się nie dało i byli niemili, a już w piątek bardzo mili i pytają, czy chcemy :| w każdym razie w pierwszej chwili nie chciałam, bo Młody jest absorbujący a Mąż ma coraz więcej pracy. No ale po konsultacjach z nim i z Mamą jednak się zdecydowałam. Za to koleżanka stwierdziła, że ona już nie chce. A dlaczego? "Nie, no już nie chcę." Nawet Pani kierownik wzięła nas na rozmowę. No i wszystko fajnie, Mops się podoba, stanowisko też, ale ona juz nie chce. I tu okazało się, że jesteśmy z koleżanką NIEROZŁĄCZNE i jak ona nie chce, to ja też nie. I nie mogę mieć stażu jeżeli koleżanka nie chce :| Drugi raz w ciągu jednego dnia myślałam, że mnie świśnie.
Ale tak ogólnie to chyba dobrze. Fakt, pieniędzy mniej, ale Mąż rzeczywiście się rozkręca i może będzie więcej hajsu niż z tego mojego marnego stażu. Poza tym ciąża jakoś mi psychicznie nie służy a teraz przynajmniej nie mam przymusu wstawania o 6:00 albo i wcześniej.
Za to zaczęły wracać moje pogięte sny. Niestety ostatnich dwóch nie pamiętam, a wiem, że były mega dziwne. Śniły mi się jakieś potwory, które wyglądały jak połączenia jamnika z koniem, a we śnie wiedziałam, że to mieszanka psa z borsukiem o_0 i dwa takie stwory goniły mnie i Męża żeby nam wyssać krew z szyi. Więcej nie pamiętam. Na szczęście.

Z innej beczki. Syn nauczył się robić "Amen". Uczymy go jak ma się przeżegnać, ale na razie potrafi tylko machnąć ręką na twarz. Za to Amen wychodzi mu rewelacyjnie.Jak powiedziałam dziś :"Jak wrzuciłeś łyżeczki za kanapę to już na amen. Nie ma powrotu." A Młody na to "Amen" i rączki złożył. Uczy się chłopak :) Jak przechodzimy koło kościoła to też składa rączki. No i na pytanie, czy będzie księdzem kiwnął głową, że tak...Może będzie Papieżem :)


Tym radosnym akcentem zakończę na dziś. Chyba chciałam napisać jeszcze coś, ale jestem wypełniona pierogami z kapustą i grzybami i kompotem z jabłek, więc chyba już nie myślę za dobrze ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

coś tam, coś tam ;)