niedziela, 6 listopada 2011

zakupy

Chyba już kiedyś o tym pisałam. Najwyżej się powtórzę...
Robienie zakupów kompletnie nie ciuchowo-obuwniczych jest chyba moim małym wariactwem...
Kupowanie naklejek, papierów kolorowych, gadżetów do robienia kartek, pakowania prezentów i innych takich średnio potrzebnych rzeczy jest dla mnie tak wielką przyjemnością, że sklepy typu empik, papierniczy czy stoisko w kauflandzie z artykułami za 3-4 zł to po prostu raj dla mnie...no i jeszcze Lidl z asortymentem papierniczym raz na pół roku.
Mam tego coraz więcej, nawet sama nie wiem co mam, ale jak widzę coś fajnego i mam pieniądze, to MUSZĘ kupić. Wczoraj wróciłam z kauflandu (gdzie poszłam z Teściową po kilka produktów spożywczych) a wróciłam z naklejkami, jakimś materiałem pozłacanym (idealny na kartki albo do pakowania małych upominków), z jakimiś srebrnymi kwiatkami, z foremkami do wyciskania pierniczków i z mikołajem i bałwankiem. i z termometrem pokojowym z króliczkiem. i chyba tam dziś wrócę, bo jakoś mam ochotę jeszcze na naklejki kwiatki i coś tam jeszcze...
Mąż jest załamany moim zamiłowaniem do łażenia po sklepie w poszukiwaniu ciekawostek... cóż...

Ze spraw życiowych łapie mnie jakieś przeziębienie. Gardło boli mnie od wczoraj a teraz doszedł jeszcze okropny katar...Ciąża nie pomaga w kurowaniu się. Obym nie zaraziła Młodego, bo jego choroby to wolę nie przeżywać w najbliższym czasie...

1 komentarz:

  1. wariatka. w sumie dobrze, że nie masz takich napadów np. w sklepach jubilerskich ;)

    OdpowiedzUsuń

coś tam, coś tam ;)