sobota, 11 lutego 2012

mieszanka przemyśleń na tematy mieszkaniowo-domowe

Może, gdybym miała lepszy dostęp do internetu piałabym częściej...nie wiem.
Wydaje mi się, że jak zachowuje się jako taką regularność, to jest łatwiej.

Ostatnio zaczęłam myśleć o tym, że lubię nasze mieszkanie. Już nie takie nowe, bo prawie rok w nim mieszkamy.
Na początku było jakoś tak dziwnie. Nie mogłam się oswoić. A teraz bardzo lubię w nim być.
Jeszcze nie jest urządzone tak, jakbym tego chciała. Brakuje mi miejsca, w którym mogłabym usiąść i spokojnie coś poczytać, wypić herbatę i odpocząć. Na razie takie zadanie spełnia kuchnia, ale nie o to mi chodzi. Nie o to.

Teraz jesteśmy w n.sz u rodziców, i chyba zaczynam rozumieć, dlaczego polubiłam nasze mieszkanko. Tam wystarczy podkręcić kaloryfery i jest ciepło. A tutaj- palisz w piecu, palisz a i tak najwyżej 15 stopni- przy minus 14 na dworze. esz...i ciepłej wody przez to nie ma. I dom wielki, Młody szaleje i jak rozwali już wszystkie zabawki, połowę sprzętów kuchennych i książeczki, to sprzątnięcie tego zabiera masę czasu. A u nas chwila i jest ok.
Mąż bardzo chciałby mieć dom gdzieś na wsi czy coś, ale ja im bardziej on chce, tym bardziej nie ma ochoty. Dom może i fajna sprawa, ogródek dla dzieci itd, ale to się wiąże z terenem do sprzątania, paleniem w piecu, opałem na zimę, uprawą ogródka- nawet trawa wymaga pracy.
Nie wiem, może kiedyś mnie przekona do tego pomysłu, a na razie i tak nas nie stać na to, więc nie ma o czym rozmyślać ;)

1 komentarz:

  1. Nie ma to jak własny kąt... Małe, ciasne, ale własne, jak to mówią :)
    My już mieszkamy ponad rok w mieszkanku i powiem Ci że mieszka mi się o wiele lepiej, niż w naszym Wielkim Domu... Przede wszystkim nie ma schodów!!! dzieci bawią się w swoich pokojach a nie wiecznie w stołowym, bo ich pokoiki na górze, a ja wolę je mieć na oku :)
    Zauważyłam jeszcze, że im mniejsze- tym przytulniejsze...
    no i te kaloryfery... :) Choć ja w piecu palić nie musiałam, gaz sam się dodawał ;)

    OdpowiedzUsuń

coś tam, coś tam ;)