sobota, 25 lutego 2012

wichry, wiosna, koniec świata i sałata...

...bo się rymuje.
Wieje kosmicznie, mam wrażenie, że na całym świecie.
stąd skojarzenie, że świat się kończy.
skądinąd również, ale pomyślicie, żem pisowiec albo ktoś nawiedzony.
w każdym razie Czas coraz bliżej, a że "nie znacie dnia ani godziny" to lepiej się przygotować wcześniej.

wisona też już blisko. sikorki coraz bardziej nerwowe. szukają miejsca dla młodych.
przebiśniegi prawie kwitną, ale to już od grudnia prawie.

dziś mieliśmy wizytę :) przyjechali z Poznania i bardzo, ale to bardzo mi poprawili myśli :)
zresztą moje myśli są już od czwartku lepsze, bo w czwartek też miałam wizytę z Poznania,
inną, dłuższą i w ogóle :)
jakoś tak mi cieplej na sercu i już nie mam myśli depresyjnych ;) -jakbym kiedyś miała ;)

Młody dziś wyjątkowo pięknie jadł, na śniadanie zjadł tyle co przez cały tydzień ostatnio je...
w poniedziałek będziemy z Synem w Poznaniu, więc już się doczekać nie mogę poniedziałku :)

chyba muszę iść spać, bo siedzę w kuchni i tylko jem...
a że wafelki pod ręką to chyba skończę, jak skończy się opakowanie.
a duże jest...
nie wspomnę o kolacji, którą już zjadłam a była dość duuża...

esz ta ciąża...
a tak na prawdę, to nie mam na co narzekać. kompletnie. :)



a sałata to do rymu tylko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

coś tam, coś tam ;)