no i okazało się, że muszę leżeć plackiem.
Pani dr chciała mnie dziś do szpitala odesłać, bo powiedziała, że ona widzi, że ze mnie taka jednostka, co to jak nogę jej urwie, to powie, że nic się nie stało, bo została jeszcze jedna. no ale jak będę leżeć plackiem i do soboty stan się unormuje, to do szpitala nie muszę iść. a jak nie będzie lepiej albo będzie gorzej to w sobotę bezwzględnie na oddział na 3 dni conajmniej.
no i to wszystko z przeforsowania, prze robienia i prze czegoś tam.
no ja nie wiem w takim razie jak moje wszystkie kuzynki trójdzietne w tej chwili, dwudzietne i wielodzietne są w stanie donisić kolejne ciąże skoro ja z jednym dzieckiem jakoś słąbo daję radę.
no jak mam nic nie robić, jak ciągle coś trzeba?
tzn teraz leżę plackiem, no leżę, bo nie mam wyjścia. mama wizięła urlop i zajmie się Młodym, ale wcześniej to przecież i ugotować i wysadzić na nocnik i zabawki rozwalone, to pozbierać trzeba.
no odkurzanie, zakupy, kąpiel Młodego i takie tam, to mąż, wiadomo. ale reszta... no okien nie myłam, podłogi też nie. ale mam patrzeć jak mi chata zarasta..? i dziecko na spacer przecież wyjśc musi.
a okazało się, że jak brzuch twardy to nie jest normalne i ma być miękki.
no i doszłą do tego szyjka macicy za krótka.
eeeeesz.
to leżę jak ten placek i nawet palcem kwiać nie mogę za bardzo.
tylko żeby nie było, że ja jakoś się zarobiłąm czy coś. no właśnie wcale nie dużo robiłam, ale syn jednak absorbujący jest okazuje się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)