czwartek, 5 lipca 2012

najwyższa pora...

...coś napisać.
Mam okazję, bo właśnie jestem u Rodziców.
Wczoraj byliśmy na urodzinach Chrześnicy Mojego Męża :)
Córki mojej Przyjaciółki są cudowne :) (p.s. pozdrawiam ;) )
no i jeszcze rozmowa z Kimś, kto ma podobne poglądy na temat karmienia piersią co ja.
Bezcenne :)
(żeby nie było,że jestem przeciwniczką. żadne takie. ale karmienie dłużej niż rok, albo gadającego zębatego i chodzącego dzieciaka jest dla mnie delikatnie mówiąc nie do pomyślenia; nie widzę za wielu przyjemności z karmienia; uważam, że jest to upierdliwe i kompletnie nie wygodne i najbardziej mną telepie jak gdzieś się spieszę, chcę wyjść/wyjechać/coś zrobić a Młoda akurat wtedy chce jeść. Plusów widzę nie za wiele, zwłaszcza,że okazało się że odporność jest kwestią niepewną- córa zachorowała mimo wszystko. no i jak tu zostawić dziecko na weekend u dziadków na ten przykład? że co? mam przez dwa lata czy ile nigdzie nie wychodzić, bo karmię? albo to, że trzeba odbijać i generalnie cały proces karmienia i dokarmiania trwa godzinę czy coś koło tego. esz. no nie przekonacie mnie.)
Bardzo się cieszę,  że nasze dzieci mogą się poznać :)
Nie ukrywam, że w pewnej chwili myślałam, że się popłaczę...
Jakoś ten czas leci jak wariat...jeszcze całkiem niedawno byłyśmy Dzikimi Dziećmi Lasu i Pola, a tu proszę...same mamy dzieci. Szok.
Ciągle dziwnie się czuję, jak sobie uświadomię, że m a m DZIECI (!!). Kosmos...

Z innej beczki.
Nadal walczymy z resztkami zapalenia gardła, chociaż już jest o niebo lepiej.
Został dziwny katar i trochę kaszlu.

W ogóle szykuje się ciekawy Lipiec, który zaczął się bardzo miło spotkaniem z Państwem M. :)
W następnej kolejności :
- jedziemy na rocznicę ślubów 2 zaprzyjaźnionych par
- przyjedzie moja Ukochana Kuzynka z dziećmi i mężem na urlop :)
- jadę/jedziemy na Kaszuby na mini zjazd rodzinny
i gdzieś w międzyczasie jadę z Mamą do Poznania-na jeden dzień.
W sumie wszystkiego nie mogę się doczekać :D

Mąż zaczął wcześniej wracać do domu.
Tzn ok 19:00-20:00.
W związku z tym ostatnio wrócił, zjadł obiad i wyszedł. i wrócił za pół godziny albo za godzinę. Czyli o 1:00. i wcale nie wyszedł o 24:00. Takie spaczone poczucie czasu...

Byłam u Doktórki na badaniu poporodowym. Jak mi bez owijania  bawełnę powiedziała:
moje jajniki są gotowe na kolejne akcje, macica również, więc nic tylko zachodzić w kolejną ciążę.
i co się okazało?
że karmienie piersią może i czasem pomaga w NIEzajściu, ale w MOIM wypadku nie ma kompletnie co na to liczyć...CUDOWNIE. już się nie mogę doczekać o_0

no a serio, to jak się zjawi następne Bobo, to wychowam jak swoje, ale mogłoby się jednak powstrzymać przez te 3 lata...

Ach.
Co do Syna.
Skończyło się spokojne życie matki dwójki dzieci.
Młody dostaje na głowę.
Coś chyba zazdrość nim miota czy coś...
Miśką nadal jest szczerze zachwycony i ją całuje, przytula i się do niej śmieje.
Za to w trakcie karmienia (ja karmię Młodą) albo jak nie patrzę, Syn dostaje cichego szału i rujnuje mi mieszkanie i nerwy.
Zaczął od wywalenia w kuchni kuchenki. Na środek kuchni.
nie wiem JAK, ale to zrobił. Na szczęście zaczął się drzeć od razu, więc wiedziałam, że żyje. a huk był kosmiczny. cała zimna pomidorówka wylądowała na ścianie i pod lodówką.
Od tego dnia kuchnię zamykam na klucz.
Wylał 5 litrów płynu do prania. W łazience. Jeczcze wypływa spod pralki (nie było nikogo, ktoby mi ten sprzęt podniósł a przesuwanie nie pomaga).
Łazienkę zamykam na klucz.
Wsmarował w siebie i w biurko krem bambino, a wczoraj cały mój cień do powiek. Brązowy. W spodnie.
wylał sok, wymalował szybę farbką. czerwoną.
Duży pokój zamykam na klucz.
Z szafy w korytarzu regularnie wywala wszystkie buty (na stosik na dywanie).
Poza tym wyciąga odkurzacz i wszystko co znajdzie w dużej szafie i da się to rozwalić po przedpokoju.
Jak karmię zamykam się z nim w jego pokoju.

i w sumie zaczynam się czuć jak mysz w klatce z przeszkodami. Nigdzie nie mogę wejść,żeby nie otwierać drzwi kluczem. A do tego muszę pamiętać,żeby je zamknąć, bo wystarczy chwila nieuwagi i dzieją się straszne rzeczy.
Jak tylko słyszę ciszę to już się boję...
no, ale w sumie to czasami nie wiem czy płakać, czy łapać za aparat, czy krzyczeć, czy zbierać to, co zostało, czy wycierać...
chociaż coraz częściej mam uczucie opadających rąk.
czekam aż Miśka dołączy do Braciszka i chyba będę ich zamykać w pokoju bez mebli ;)

To chyba na tyle. i tak rozpisałam się jakbym z rok nie pisała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

coś tam, coś tam ;)