niedziela, 8 lipca 2012

Taras i rozmyślania

chyba pierwszy raz w tym roku siedzę sobie na naszym tarasie/balkonie i cieszę się, że mieszkam tu, a nie gdzieś indziej.
w sumie bardziej chodzi mi o mieszkanie niż o miejscowość, bo nigdy nie ukrywałam, że wolałabym mieszkać w Poznaniu niż tu, gdzie mieszkam.
W Poznaniu wszystko jest inne. I w ogóle największą oczywistością jest to, że tęsknię za ludźmi mi bliskimi, którzy są w Poznaniu, ale poza tym samo miasto jest mi bliskie i w sumie wolę o tym nie myśleć, bo mi przykro...
no a co do W. to postanowiłam przestać powtarzać, że nie znoszę tej miejscowości i zacząć szukać jakichś pozytywów (chociażby ładne mieszkanie z ładniejszym balkonem) niż powtarzać, że jest beznadziejnie i wolałabym być gdzieś indziej...

chyba idzie jakaś burza, albo przynajmniej deszcz i będę się musiała zwijać z tarasu.
niestety jak pada, to pół balkonu jest w deszczu i nie bardzo da się kontemplować letni deszcz bez szwanku.
A muszę jeszcze napisać, że dziś mieliśmy rodzinną idealną niedzielę.
Pierwszą od nie wiem jak dawna, o ile nie w ogóle pierwszą.
Po Mszy poszliśmy na  jarmark i na lody. Teściowa śpiewała w zespole ukraińskim, Młody dostał balona z helem- helikopter, Miśka spała cały czas. Po powrocie Mąż ugotował obiad, ja zrobiłam sałatę i generalnie było super normalnie. No i byliśmy sami, u siebie i jakoś tak rodzinnie było i fajnie.
już dawno nie mieliśmy takiego dnia.Zawsze albo u moich rodziców, albo Mąż w szkole, albo w pracy, albo wyjazd, albo coś.
A dziś było fajnie.
Pewnie nie prędko powtórzymy taki dzień.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

coś tam, coś tam ;)