tak, Córka moja zaczęła pełzać.
Wczoraj pierwszy raz (o ile dobrze pamiętam).
W każdym razie jak zaczęła, tak się rozpędza, że już podnosi tyłek i przymierza się do raczkowania.
A jakie to małe było, jakie maluśkie...
a teraz bababababa, mamamama, złości się, wykręca, chodzić by chciała...ech.
Syn gada i gada, opowiada, że chce tort ze świeczkami (na szczęście dał sobie przetłumaczyć, że taki tort to w maju, na urodziny).
Liczy literki, czyta i pisze. Liczy :jeden, dwa, pięć, osiem, dziewięć.
Literki zna już A, T, czasem O i na niektóre mówi Z albo i
Siostrzyczkę traktuje całkiem po bratersku.
Tu całuje, mówi :Kocham Misiunie, moja Misiunia.
a znienacka kopie w głowę, siada jej na plecach i gryzie w paluszki.
Młoda już na mniej bolesne akty przemocy nie reaguje, za to czasem ryknie jak brat tylko się zbliży...
No i nie ryczy jak się sama przez przypadek rypnie w głowę.
A tak poza tym to tułamy się po rodzinie. Już od soboty nie ma nas w domu...czas leci, a tu ciągle coś nas zatrzymuje...no ale tak się jakoś składa jak zwykle zresztą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)