Wygrzebałam mój sennik. Jeden z trzech.
Ten drugi.
Czyli jednak z czterech, ale ten pierwszy wpięłam w drugi.
No nie ważne, bo sama się gubię.
Tak sobie czytam te moje sny (od 2001 roku) i tak sobie uświadamiam,
że skubane się spełniają.
Nie całe (na szczęście).
Epizodycznie.
No ale gdyby miały się spełnić sny np o:
-truskawkach Leppera (nie pytajcie, też nie wiem o co chodzi...)
-pawian na motorze (...)
- rozmowa z wtyczką (moja rozmowa z wtyczką...)
- mysz, która wyszła za mąż za kota i dlatego musi jeść inne myszy (.... )
chyba nie będę wymieniać dalej bo to za dobrze o mojej głowie chyba nie świadczy...
w każdym razie absurd miesza się z rzeczywistością, która staje się rzeczywistością dopiero po kilku latach.
Jeżeli rozumiecie o co chodzi.
No i w sumie strasznie duzo tego absurdu...
Co sen to absurd.
tak, prowadzenie sennika o tyle było dla mnie dobre, że sny nie zalegały mi w głowie przez cały dzień i w sumie po zapisaniu ich zapominałam, co mi się śniło.
Jak nie zapisałam męczyły mnie cały dzień albo nawet i kilka dni.
A tak spokój.
I teraz mam co czytać, jak mi książek zabraknie ;)
a tak z życia, to Syn wlał całe opakowanie płynu do prania do pralki. Cudownie.
Udało mi się część odzyskać, ale pewnie i tak jak włączę pranie to pralka wybuchnie- tyle będzie piany...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)