piątek, 2 listopada 2012

TV

Nadal nie mamy telewizora.
Batalię z Mężem wygrałam jakiś czas temu na jakiś czas.
Myślę, że jak będzie nas stać na pudło mniejsze od tego, które teraz kwitnie na strychu u moich rodziców, to niestety Mąż nabędzie i uroczyście, przy fanfarach i oklaskach swojego Taty powiesi na ścianie w "dużym" pokoju.

W sumie brakowało mi telewizji na początku, po roku mieszkania z Rodzicami i ich telewizorem.
Ale przywykłam i teraz nie mam potrzeby oglądania czegokolwiek.
A już najmniej wiadomości.
Nawet portale informacyjne w internecie jakoś mnie nie ciągną.
Dziś nawet nie przeszkadzało mi, jak Mąż powiedział, że po pracy idzie do Rodziców mecz obejrzeć i wróci dopiero o 22:00.
"Dopiero", bo przeważnie i tak jest w domu po północy...

Tv nie jest niczym pożądanym ani dla mnie ani dla naszych dzieci.
Mnie paraliżuje prawie jak komputer, za to Syna hipnotyzuje doszczętnie.
Córka też już odwraca głowę w stronę kolorów i dźwięków, więc jednak wolałabym, żeby się nie wczuwała.

Muszę jeszcze napomknąć, że u moich Rodziców telewizor owszem, jest. Ale taki starusieńki. Jak za mocno kopnie się w jakiś pobliski mebel albo stuknie krzesłem w podłogę to gubi kolory albo głos.
i jest maluśki w porównaniu z odbiornikiem Teściów albo mojej Babci.
Właściwie to z daleka nic nie widać.
kanałów owszem, jest ze dwieście albo i trzysta, ale kto to tam ogląda...
na HBO nigdy nic nie było, więc tata zrezygnował.
TVN to chyba szef tej stacji zjadł meduzę i mu mózg poraziło. To co tam się dzieje to przechodzi ludzkie pojęcie... jeden program gorszy od drugiego.
Polsatu nigdy nie mieliśmy a to co widzę czasem u Teściów tego nawet komentować się nie da.

No i boję się, że przyjdzie taki dzień, że ten cholerny telewizor zagości w naszym życiu a wtedy już zupełnie życia nie będzie.
Przynajmniej jak Mąż będzie w domu, bo ja zawsze mogę schować pilota i powiedzieć dzieciakom, że się pudło popsuło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

coś tam, coś tam ;)