czwartek, 1 listopada 2012

Uciekłam z domu

wczoraj. na 2,5h
pojechałam na pocztę po filtr dla ryby i po książki dla Męża (z okazji naszej 5 rocznicy, nie ślubu ;) )
no i jakoś stwierdziłam, że wcale nie mam ochoty wracać, zwłaszcza, że Mąż wrócił z pracy całkiem bardzo wcześnie...ok 17:00 znaczy.
no i poradził sobie. a jakże. co za filozofia...
no ale porządku to raczej nie zastałam...

no, w każdym razie nasza ryba żyje, ma filtr, prostokątne akwarium i jakby ożyła.
jakaś roślinka może kiedyś...ale na uprawie roślin akwariowych się zupełnie nie znam.
wiem jedno.
roślinka potrzebuje lampki, bo się ryba udusi.
nie mamy lampki.
kasy na lampkę na razie też nie, więc musi wystarczyć sztuczna. brzydka.
ale bez lampy.

co jeszcze...
Młoda zjadła dziś pół słoika jabłka. Otwierała buzię i widać, że jej smakowało. 
a Syn pojechał z Tatą i Dziadkiem pociągiem do miasta Piły na groby. Znaczy na cmentarz.
i zaczęło padać.
poradzą sobie.
prowiant mają.
i ciepłe gacie.
Syn ma na pewno...

no cóż.
na razie pozdrawiam :)

ach, no i niebawem będzie post o czymś miłym, co mnie spotkało ostatnio :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

coś tam, coś tam ;)