sobota, 22 grudnia 2012

Piękny Poranek

W domu rodziców jestem.
Piękny poranek, bo Syna przetrzymałam do 8:00 (wiem, bajki od rana to sredni pomysł, ale wolę przysypiać przy Klubie Myszki Miki niż biegać od świtu po chacie i wyciągać mu z rąk wszystko, czego nie powinien ruszać).
Córka w sumie przespała całą noc, Syn też całkiem spoko. Nawet mleka mu w nocy nie robiłam- ucałowałam w czoło i przeczekałam jęczenie, że chce mleko. Zanim się położyłam wypił 3 butle, więc bez przesady...
A teraz moje dzieci siedzą dziadkom na głowie (w sumie syn biega po domu z plecakiem wyładowanym zwierzętami i klockami z literkami).

A ja siedzę sobie w łóżku i relaksuję się przed komputerem (mojej mamy). Mam pyszną kawę i święy spokój.
Wiem, że to długo nie potrwa, więc się bardzo delektuję.
To w sumie potrwa może jeszcze parę minut, max 20.
Ale zawsze.
Tak strasznie brakuje mi takich poranków, kiedy Syn nie skacze mi po brzuchu a córka nie miączy żeby ją wyjąć z łóżeczka albo zabrać z podłogi...

Dzięki temu, że już jestem u Rodziców jakoś zaczynam odczuwać Święta.
Całą atmosferę.
Upiekłam pierniczki.
Zrobiłam nawet chatkę z piernika.
Fakt,że z resztek ciasta, które zostało i dlatego wyszła dość pokracznie.
No ale jest. Zrobię zdjęci to zamieszczę. A co.

Jadę dziś do miasta na zakupy.
Mam kilka prezentów do dokupienia.
Okazało się, że może nie będzie tak zupełnie tragicznie z tymi prezentami.
Tzn tragedia zaczyna się teraz, kiedy jakieś fundusze mam, za to pomysłów totalnie BRAK.

Od przed wczoraj nie mam ósemki.
Pani dentystka bardzo sprawnie ją wyrwała.
Spanikowałam już przy znieczuleniu, jakieś mrowienie w rękach mnie chwyciło i zrobiło mi się słabo.
Panikara jestem jak głupia.
Przy pierwszym porodzie miałam paraliż jednostronny, ale przez 10h przeszedł. Nawet spałam między skurczami.
Za to z Córką nie było tak różowo. Paraliż obustronny i przeszedł dopiero po porodzie. Tak szybko poszło.

Nie wiem, czego boję się bardziej- porodów czy dentysty...
No ale jedno i drugie mam za sobą.
A do następnego porodu co najmniej 9-10 m-cy, więc może się przyzwyczaję znów do tej myśli.
Tzn nie żebym była w ciąży. Ale gdybym była, to poród dopiero za 9 m-cy ;)
Na razie delektuję się Świętym Spokojem i kawą :)
I rozmyślam nad prezentami.

Ach, no i byłam w środę na warsztatach ceramicznych.
W niedzielę odbieram już poszklone Anioły.
Oczywiście prezenty dla Rodziców i albo dla Teściów albo dla Babci.
Jeszcze nie wiem.
Głupia zrobiłam tylko dwa, chociaż gdybym się postarała mogłabym zrobić nawet 4. i teraz mi brakuje...
No ale może Teściom zrobię następnym razem...Zresztą w zeszłym roku dostali już Anioła ode mnie.
Rodzice też, ale ich się połamał...

Wczoraj przyjechała Siostra moja. Wcześniej Brat z Babcią.
Jak już jest Babcia i zaczyna się gotowanie, pieczenie (w przypadku Babci pieczenie pasztetu, bo ciast nie piecze) to już czuć, że Święta blisko.
Ja w tym roku upiekę sernik, piernik i pierniczki- muszę jeszcze jedną partię zrobić, bo za mało zrobiłam, a do tego zupełnie nie słodkie, bo cukru mi zabrakło, a miód nie dał rady.

Ok, kończę te wywodu.
Spokój trwa, ale jak mam jechać do miasta to pora zabrać się za swoje życie jakoś konstruktywnie.

No i Syn rozrabia w kuchnia a tam pieką się dwa chleby, więc chyba muszę interweniować.

Życzenia to chyba jeszcze będę Wam skłądać, ale jżeli nie zdążę, to

Życzę Wam, żeby Święta nie były dla Was tylko "atmosferą, mikołajem i choinką", ale przede wszystkim Świętowaniem Narodzin Jezusa, który z miłości do nas urodził się jako człowiek po to, aby za nas umrzeć.
Coś niesamowitego dla mnie, i jak sobie to uświadamiam, to jakoś inaczej patrzę na Boże Narodzenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

coś tam, coś tam ;)