czwartek, 6 grudnia 2012

ponarzekam sobie...

...a co!
po coś w końcu mam tego cholernego bloga, nie? :)

Byłam dziś na warsztatach z gliny chciałam napisać, ale warsztaty były z lepienia z gliny a nie z gliny...
w każdym razie byłam.
Było suuuper :)
w sumie defekt mają znaczny- trwają tylko godzinę, no prawie półtorej.
Gdyby to lato było, to wracałabym do domu z buta, przez całe miasto, najlepiej cofając się co chwila.
Ale jest zima.
Zimno, ciemno i ponuro.
Jak wychodziłam z domu (tak tak, mąż wrócił na czas nawet), to rzuciłam tylko: Kochanie, jak dzieci zasną ogarnij zabawki. znaczy pozbieraj. z całego mieszkania zabawki, bo są wszędzie*)
I pobiegłam do samochodu.
na dworze o zgrozo! śnieg. mróz. i inne zarazy.
Samochód zamrożony.
ośnieżony.
przednia szyba nie, bo mam osłonę.Ale co z tego, jak zamroziło mi wycieraczki?
zaczęłam od otwarcia drzwi przednich od strony pasażera.
Zamki wymienione ostatnio wszystkie, więc poszło gładko.
Jak gładko otworzyłam, tak gładko się nie zamknęły.
Waliłam, kopałam, dusiłam.nic.
zamarzły cholerne czy co.
Otworzyłam od strony kierowcy, zdjęłam osłonę już do końca (bo tych przednich od pasażera to nawet bym kijem nie dotknęła, gdyby nie ta osłona).
 no i kiszka znów. nie zamykają się następne drzwi.

wizję miałam, że w akcie desperacji jadę trzymając jedne i drugie drzwi linką.
ale sobie przypomniałam, że linkę wyniosłam do domu ostatnio, więc nie da rady. sznurków od szlafroka nie wożę w samochodzie. jeszcze.

włączyłam silnik i myślę sobie: jak się rozgrzeje, to się zamkną jedne i drugie i będzie ok.
Od kierowcy się zamknęły, od pasażera nie.
o nie! myślę sobie, nie zrezygnuję z jedynej opcji zostawienia męża z jego własnymi dziećmi z powodu głupich drzwi.
przyczepiłam je za pomocą kawałka zabawki Młodej i linki/gumki z haczykami (nie wiem skąd ona się wzięła w moim samochodzie, ale widocznie jakiś Anioł mi ja podrzucił).
drzwi się trzymały, tylko w czasie jazdy świszczały trochę bardziej niż cała reszta normalnie.

Ale się rozpisałam.
w każdym razie na warsztaty ceramiczne (o, właśnie!) dotarłam, polepiłam sobie z gliny i miło spędziłam czas w przemiłym towarzystwie :)
wracam do domu przed 21. nawet o 20.30, wchodzę a tam:
Młoda kwili, Syn śpi, a mąż oświadcza, że teraz on wychodzi...



* zabawek nie pozbierał.

1 komentarz:

  1. Takie zimowe atrakcje :) koleżanka przywiązała drzwi pasem tym bezpieczeństwa. Zazdroszczę warsztatów i czekam aż zaskoczysz nas jakimś ceramicznym drobiazgiem. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń

coś tam, coś tam ;)