Powrót z Poznania okazał się szybszy niż miałam nadzieję i niż było powiedziane na początku.
Cóż, takie życie.
W piątek udało mi się spotkać z moimi Kochanymi Dziewczynami- mimo Wielkiego Postu- na piwie. Było normalnie, wesoło i pięknie. Czasem absurdalnie.
przez chwilę poczułam się jak na studiach...
Dziękuję Kochane :)
Szare powroty są średnio wesołe, ale mam teraz wewnętrznego ognia na kilka tygodni.
No miesięcy to może też, ale wolałabym aby następne spotkanie nastąpiło jednak całkiem niebawem :)
Moja Córka dostała Lalkę Szu szu czy jak jej tam.
Bardzo jej (znaczy Córce) przypadła do gustu. Uściskała ją, ucałowała i przytula ją jak tylko ma okazję.
Prawie jak trzecie dziecko.
Płacze, śmieje się, wzdycha, oddycha i mruga oczami. (Lalka oczywiście)
Trochę makabra.
Poza tym Młodej rośnie dolna dwójka.
Jest marudna i ogólnie nieszczęśliwa.
Za to pierwsza w jej życiu noc bez mamy minęła wzorowo i aż nie mogę uwierzyć, że nastąpiła dopiero w jej 9 m-cu życia.
Syn miał dwa miechy jak został na noc beze mnie.
Syn się rozgadał. Zaczyna skarżyć i opowiadać różne historie. Czasem coś zmyśli.
Zaczyna byc wesoło...
Bez facebooka udaje mi się całkiem dobrze żyć.
Nawet z NK nie korzystam za często- tam się niewiele dzieje.
O Mężu to już nie pisze, bo wiadomo, że jest w pracy.
Chociaż muszę powiedzieć, że ostatnio mnie zaskoczył.
Chyba o tym nie pisałam.
Nigdy przenigdy nie obchodziliśmy Walentynek.
A tu proszę. W wieczór walentynkowy, który zresztą spędzałam przy winie z moją Dziewczyną ;)
Mąż wrócił z pracy z prezentem.
podobno na Cyryla i Metodego, patronów Europy, ale zawsze...
W każdym razie nie ukrywam, że byłam w szoku.Zwłaszcza, że nie był to prezent ot byle jaki.
Farby akrylowe dostałam.
Coś, co dla mnie jest o wiele lepszym prezentem niż ubranie, perfumy, biżuteria czy co tam jeszcze kobiety lubią dostawać.
A to znaczy tyle, że Mąż jednak trochę mnie zna... ;)
Bardzo, bardzo to było miłe :)
A wieczór z Dziewczyną udał się bardzo i nawet słów mi brakuje na radość z tego, że udało nam się tyle czasu spędzić razem :) :*
Nie mam ostatnio weny, natchnienia i ochoty na kartki. Wdawało mi się wczoraj, że coś zrobię, bo w Poznaniu nie było możliwości. Do tego mam masę nowych przyrządów i materiałów a tu kiszka. Nic mi się nie składa. Może dziś...
Na razie to tyle. Jakieś zdjęcia nastąpią, ale nie dziś, nie dziś...
pozdrawiam :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)