Wiosny nie widać, śladu nie ma.
Owszem, ptaki nieśmiało poćwierkują, ale mam wrażenie, że to raczej styczeń a nie marzec.
U nas ciągle pada śnieg.
A już myślałam, że jednak idzie ku wiośnie...
Dziś byliśmy na dworze.
Pierwszy raz odkąd Młody zachorował (nie liczę wizyt u lekarza).
Śniegu po łydki, umęczyłam się, żeby wózkiem w las wjechać.
Syn na szczęście zapomniał, że ma sanki i nie musiałam go ciągnąć jednocześnie pchając wózek.
A i tak urobiłam się jak wół.
Córka już od 5.45 wariuje. Owszem, miała jedną drzemkę, ale nie za długą.
Okazuje się, że Ona jest dzieckiem, które podobnie jak jej brat nie ma czasu spać w dzień.
I zasnęła wczoraj godzinę później niż Młody.
I obudziła się godzinę wcześniej niż Młody.
Całkiem wesoło.
Odkryłam ostatnio fajnego wokalistę.
Czy jak go tam nazwać.
Nie mogę się opędzić od słuchania jego piosenek.
JuTub
Polecam też inne jego utwory.
Brakowało mi ostatnio czegoś świeżego, jakiejś nowej muzyki.
Raźnej, optymistycznej i niesmęcącej.
Oto ona :)
A raczej on.
Co jeszcze?
W czwartek wracamy do domu.
Nie wiem na jak długo.
Mama mojego Męża będzie miała operację nogi, bo jej się nie zrosła prawidłowo.
Poza tym Święta za chwilę, więc pewnie znów wyjedziemy na dłużej.
Taki los ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)