Nastał dzień, w którym poszłam do przedszkola, aby zapisać do niego moje Dziecko.
W zasadzie nic złowieszczego w tym nie ma.
Pani była miła, dała mi kartę, wpisała Syna na listę pod numerkiem 9 i powiedziała, że kartę należy przynieść do końca miesiąca.
Cała złowieszczość polega na połączeniu przedszkola, MOJEGO d z i e c k a i hasła: zapisać.
Fakt, że Syn kończy w tym roku 3 (TRZY) lata i od września ma iść do przedszkola jest dla mnie dziwne. Przed chwilą się rodził, a jeszcze przed chwilą byłam na praktykach w przedszkolu i nie miałam żadnego dziecka.
Teraz mam 2. Tajfuny, bo do dzieci im chyba daleko ;)
Nie wiem jak wygląda rekrutacja, mam pewne obawy, czy przyjmą go, jeżeli ja nie pracuję i raczej się na to nie zanosi, bo mam jeszcze Młodą.Chociaż kto wie co wymyśli nasz radosny tutejszy PUP.
Z nimi nigdy nic nie wiadomo...
U nas na szczescie nie ma problemow z zapisami dzieci do przedszkola. Mieszkam w malym miasteczku, wiec to na pewno wiele ma z tym wspolnego, bo w Hamburgu na przyklad juz rok wczesniej lub dwa najlepiej dziecko nalezy zapisac.
OdpowiedzUsuńJak nasza starsza szla do przedszkola to oboje z Tomkiem wylismy jak bobry ;) Wiec kazdy rodzic przezywa po swojemu... Dla ciebie jest to dziwne, jednak gdy sie uda i bedziesz miala okazje pobyc w domu bez jednego Tajfuna, zobaczysz jakie to fajne uczucie (znam je z autopsji ;))...
Trzymam kciuki za udane zapisy :)