niedziela, 28 kwietnia 2013

Co u nas...?

W sumie nic specjalnego.
W piątek w nocy wyjechała ode mnie Przyjaciółka. Przyjechała w czwartek i miałyśmy dwa cudowne wieczory i rewelacyjny piątek :)
Jej obecność jest dla mnie jak terapia :)

Dzieciaki ciągle rozrabiają.
Młoda nauczyła się od Braciszka i bije go po głowie i twarzy.
Syn zazwyczaj jest bardzo zdziwiony i jeszcze jej nie oddaje tylko przybiega z płaczem.
Poza tym Córka stawia pierwsze kroki.
Na razie rekord to ok 4.

Syn mówi.
Ciągle mówi.
A jak nie mówi, to znaczy, że ogląda bajkę.

Bociany jednak nie przyleciały.
To znaczy przyleciały kiedyś 4.
Walczyły o gniazdo.
Jeden wygrał.
Później przylatywał nieregularnie, przeważnie rano.
Niestety okazało się, że to były co najmniej dwa różne bociany (jeden miał obrączkę na nodze).
A teraz już od kilku dni nie przyleciał żaden.
Raz był jeszcze taki, który zachowywał się inaczej niż poprzednie- klekotał, porządkował gniazdo i chyba czekał na bocianią kobietę.
Niestety- zniechęcił się i odleciał.
To u moich Rodziców. W gnieździe nieopodal naszego mieszkania bocianów w ogóle nie widziałam.

Mój interes kartkowy bardzo powoli się rozkręca.
Teść rozprowadza moje karki u siebie w pracy :)
Moja Mama również.
Niestety czas na takie przyjemności mam dopiero jak dzieciarnia idzie spać.
Dodatkowo ciągłe wizyty u moich Rodziców nie pomagają- muszę zabierać wszystkie potrzebne materiały a i tak nie daję rady zabrać wszystkiego...

To chyba tyle.
Męża oczywiście raczej nie ma niż jest.
Jak jest to odsypia.
W weekend majowy też Go nie będzie bo zmieniają siedzibę, którą wcześniej trzeba wymalować.
Cóż.

Dobrej Niedzieli Wam życzymy z Dzieciokami :)
 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

coś tam, coś tam ;)