Bocian jest.
Tzn nie ma go w tej chwili. Wczoraj był tylko rano.
Więc więcej go nie ma niż jest.
Ciągle się martwimy, czy wróci...
Najbardziej Mama.
Nawet o nas się tak nie martwiła (o dzieci swoje w sensie).
Bocian nie buduje gniazda (jeszcze).
Lata na imprezy. Do rana.
Nie ma kobiety.
W sumie nie wiadomo co z nim jest. Znaczy nie ma go.
A do tego bił się o gniazdo z 3 innymi boćkami.
Wygrał.
Tylko po co, skoro go nie ma w chacie cały dzień..?
Dziś rano (rano o 7:00) po łące przeszedł lis.
Z polowania nocnego, albo na śniadanie do stołówki. Nie wiem.
A rano (o 5:30) widziałam przez okno łazienki (przysypiając na klapie kibla- bo syn na nocniku robił siku pół godziny)wiewiórkę.
Co te zwierzaki tak się zrywają o świcie...?
No fakt, Ruda pół zimy przespała.
Pół wiosny też, bo wiosna nie przyszła.
Co jeszcze?
Córka zrobiła 3 kroki.
Syn ciągle powtarza, że jest Maciek, a nie: człowiek, Georg- bo nie ma łap, ciuchciak- bo nie ma kół.
A do tego ostatnio mówi: Tato! jestem znowu mały! :)
W sobotę chyba tysiąc razy powiedział do mojego Taty: Dziadku...
Dziadku, ponóc (pomóc), dziadku to, dziadku tamto...
No i całą sobotę i całą niedzielę spędził na dworze.
Hulajnoga, rowerek, taczka, przekopywanie ogródka, wbijanie gwoździ, piaskownica, huśtawka... masa zajęć.
Tak, a teraz kończę, bo czeka mnie zapakowanie wszystkich bambetli do wozu. Wracamy do domu.
W środę powrót, bo może wreszcie uda mi się iść na warsztaty ceramiczne.
Dobrego dnia :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)