Natchnęło mnie jakby przed porodem- sprzątam od rana.
Ale nie tak po wierzchu, a całkiem w zakamarkach.
Zaczęłam od kuchni, w szafkach.
Wczoraj wysprzątałam łazienkę.
Dziś pranie (już dwie pralki za mną, jeszcze jedna została).
Do tego korytarz i jakieś czeluście szafy, zimowe ciuchy- kosmos.
A o dużym pokoju nawet nie wspominam- to na deser jak dzieci pójdą spać.
Wczoraj Syn zasnął ok 16.30 i wstał dziś między 6 a 7 rano.
Trzy razy obudził się w międzyczasie, ale tylko chciał mleko i spał dalej.
Chyba odsypiał poprzednie pół roku, bo jakoś nie składa mu się, żeby spać w dzień.
A teraz wariuje jak nakręcony...
Jeszcze trzeba by balkon doprowadzić do jakiegoś stanu bardziej niż teraz...
Ale najpierw dzieci spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
coś tam, coś tam ;)