czwartek, 14 listopada 2013

Bez zmian...

...Syn nadal chory, Córka zaczyna pokasływać.
Wczoraj wprowadziliśmy pół antybiotyk, chociaż nasza Pani Doktor raczej nie jest zwolenniczką antybiotyków. Cieszę się, że nie jest, jednak dziecko męczy się już całkiem długo a i kaszel ma coraz gorszy. Ojciec mój własny straszy mnie prześwietlaniem płuc Syna, więc trzeba działać konkretniej.
Nie podoba mi się to wszystko, bo nie ukrywam, że dostaję na głowę.
Dziś rano byłam w sklepie, całe 20 min i była to mega rozrywka :) szok, ile radości może sprawić kupowanie chleba, wody i jogurtów...

Dzieciaki też dostają na głowę. Syn urządza histerie, że chce bajki, wszystko go bawi tylko chwilkę.
Zdziwił się wczoraj, że miotła się popsuła.
Właściwie nic jej się nie stało, ale Syn siedział na niej okrakiem i zorientowałam się, że zepsuła się, bo nie lata...
Za dużo Muminków i odcinków z Czarownicą...

Córka cwaniaczy strasznie. Nauczyła się mówić "NIE!" i to dość kategorycznie.
Poza tym mówi "Pójsz", "Oć", "aba abut" i śpiewa piosenkę o jaju...
Piosenka o jaju to chyba taki hymn pochwalny- Młoda mogłaby jeść tylko jajka.

Pójsz to spójrz, Oć to choć, a aba abut to "oby dwa" z piosenki A-a-a kotki dwa".
Mówi jeszcze "Fa-at" albo "Fa-ad"- smoczek. Poza tym powtarza wszystko co jej się spodoba.
Syn tak nie robi, więc każde powiedziane przez Córkę słowo jest dla mnie zaskoczeniem...

Co jeszcze?
W piątek wreszcie jest szansa, że się wyrwę nie tylko do dentysty. Idę na warsztaty scrapbookingowe.
Już się doczekać nie mogę :)
Niestety w tym samym czasie jest mecz i nie wiem, czy Mąż wytrzyma i nie pójdzie, czy załatwi sobie pomoc do dzieci. Obiecał, że z nimi zostanie i dziś to potwierdził, ale kto to wie...kto wie. To chyba jakaś podrzędna drużyna gra, bo meczu swojej ukochanej to by raczej nie opuścił.
Chyba, że na piątek planuje wprowadzenie do domu telewizora.
Jest taka opcja, bo przegrałam prawie dwuletnią (albo trzyletnią nawet) walkę o to, żeby go nie było w naszym domu. W sumie skapitulowałam już na początku roku, ale Mąż tego nie zajarzył ;)
W kazdym razie widmo tv jest całkiem realne i zacznie się walka o terytorium, walka o chwilę ciszy i walka o to, kiedy i czego nie oglądać (bo wiadomo, że ciekawych programów jest raczej niewiele...).

Ale się rozpisałam...
Ale żeby nie było, zasady mamy już ustalone i jestesmy zgodni co do tego, ze dzieci nie powinny oglądać TV. Zwłaszcza wiadomości i reklam. O głupich bajkach i jeszcze głupszych programach nie wspomnę.
Nie wiem jak to wyjdzie w życiu wyjdzie. Wiadomo, planować możemy, ale konsekwenacja to nie jest nasze drugie imię.
A może czas to zmienić. łatwo sie mówiło za młodu (na studiach), że miłość, konsekwencja i cierpliwość do klucz do sukcesu wychowawczego. Jak na razie konsekwencja i cierpliwość to moje najsłabsze strony, bo u Męża to tylko konsekwencja szwankuje.

Dobra kończę, bo  nie wydaje mi się, żeby ktoś dotrwał do końca (pozdrawiam wytrwałych czytelników:) )

Dobrej nocy a raczej dobrego dnia :)

2 komentarze:

  1. Też nie mam u siebie telewizora ;) Ale - na niewiele to się zdaje. Bo przecież jest przedszkole i inne dzieci. Bo przecież są dziadkowie itd... A co do choróbska Twoich maluchów... może nie koniecznie prześwietlenie, a wymaz z jamy ustnej? Lekarzem nie jestem, ale myślę, że warto to sprawdzić.
    Cierpliwości życzę ;) I zazdroszczę warsztatów...

    OdpowiedzUsuń
  2. I nadal bez zmian... co tam u was kochana???

    OdpowiedzUsuń

coś tam, coś tam ;)